Szedł Mały Książę ścieżką leśną, błądził i rozglądał się. Każdy skrawek ziemi był dla niego inny, jedyny w swoim rodzaju. Mijał właśnie grupkę buków gdy zza zakrętu wyłoniła mu się postać. Był to Świat…
- Dokąd idziesz Świecie? – zapytał Mały Książę
- Idę tam gdzie mnie poniosą, idę tam gdzie sam bym nie poszedł… – odpowiedział Świat i przetarł chustką swoją starą ziemistą twarz.
- To dlaczego tam idziesz?
- Bo mnie tam niosą…
- Kto cię tam niesie? Sam iść nie możesz? Jesteś ogromny, masz moc, siłę i potęgę! Przecież widzę, że idziesz sam! – dociekał Książę.
- Idę tam gdzie mnie niosą, oni mi wyznaczają drogę, nie mogę im się sprzeciwić. – odburknął zmęczony i zziajany Świat.
- Kto cię niesie? – zapytał Mały Książę – Kim są ONI?
- ONI są NIMI, a ja jestem Światem, Ja ich tylko noszę, to jest moje zadanie i muszę się go trzymać. Jestem najważniejszym nieważnym. – powiedział Świat i szedł dalej.
Szli tak razem w milczeniu. Świat nie zerkał nawet na Małego Księcia tylko dreptał, wlókł się coraz to wolniej. Przed nimi widniała sterta śmieci, góra wysokości pięciopiętrowego bloku mieszkalnego.
- O widzisz mały, widzisz tą górę śmieci? – zagaił po raz pierwszy Świat do Małego Księcia
- Widzę, nieprzyjemny widok to jest. Skąd taka sterta wzięła się w tak pięknym lesie? – odpowiedział pytaniem Książę
- To jest moja droga… Oni mi ją wybierają, jestem tym po czym idę, jestem tym między czym podążam. Przed chwilą byłem spokojem, za chwilę będę śmieciem – rozwijał się Świat – nienawidzę ich! Tak jest od mojego początku. W jednym momencie wspinam się na wyżyny, po czym spadam i przez dłuższy czas jestem najważniejszym nieważnym.
Mały Książę czegoś tu ciągle nie rozumiał. Czuł się strasznie ignorowany przez Świat. Nie było mu z tym dobrze.
- Kim jest ‘najważniejszy nieważny’ i kim są ONI? Dlaczego nie chcesz odpowiadać na moje pytania? – ryknął wreszcie Książę
- Nie chciałbym cię ignorować, ale muszę. Świat nie patrzy na takich jak ty. Świat wypełnia rozkazy TYCH, którzy nim rządzą, jest najważniejszym nieważnym.
- Dlaczego nie chciałbyś mnie ignorować? – dociekał dalej Książę
- Bo nie chcę być TAKIM Światem, nie chcę patrzeć na krew i oszustwo. Pewnie, że wolałbym mieć żonę, emeryturę i ogień w kominku. Nie patrzyłbym na to wszystko, na co patrzeć muszę dzień w dzień. Ja jestem Światem i to jest moja misja. Gdybym cię nie ignorował to zboczyłbym z drogi. Moja droga jest jak giełda. Uzależniona od wielu czynników. Wystarczy, że jeden z NICH zrobi coś innego niż reszta, to i moja droga się zmienia. Zadowolony jesteś z mojej odpowiedzi?
- Dlaczego nie możesz iść prostą drogą? Te śmieci śmierdzą, już cały jestem brudny!
- Nie mogę bo uratuję ludzi – odpowiedział krótko Świat
- Co jest złego w ratowaniu ludzi?
Mały Książę zadał pytanie i przeżył coś czego wcześniej nie widział nigdzie indziej. Jeszcze przed chwilą stał ze Światem na górze, teraz obydwoje leżeli. Góry śmieci już nie było…
- Widzisz co narobiłeś?! Idź stąd! rozproszyłeś mnie! Teraz oni wszyscy żyją!
- Kto żyje? – zapytał Mały Książę zdziwiony
- Nie pytaj! Idź precz! Musze nadrobić to co mi zepsułeś! Rozumiesz to? Idź! Nie chcę cię widzieć! – załkał panicznie Świat, podniósł się z ziemi i poszedł dalej…
Mały Książę stał w miejscu. Nie rozumiał o co chodzi Światowi. Wiedział, że nie może iść za nim. Słońce zeszło za horyzont.


